Archiwum październik 2002, strona 1


l\jcg ljdgtdgsyutdgyu
Autor: secretgarden
27 października 2002, 01:50

jestem masochistka.dajcie mi pistolet a przestrzele sobie kolano.po co robie to wszystko??zakopuje sie w swoich dolach.a jednak uwazam sie za racjonalnie myslaca osobe.i gowno prawda!!

dzis facet roztrzaskal glowe o mojego buta.byl pijany ze az zal.upadl w tramwaju na mojego glana.moje spodnie byly w jego krwi,ktora ciekla mu z jego luku brwiowego.kapala na podloge...potem podniosl sie i upadl na szybe.uderzyl sie znowu glowa.teraz po szybie ciekla krew.nagle spojrzal mi prosto w oczy.i zobaczylam siebie w nich.tylko...w tym momencie on nie czul bolu ani nie pamietal o smutku...byl gdzies indziej...a ja tu jestem.TU.

ide sie czegos napic...cdn masochizmu...??

;zlxickhv bsdfuio
Autor: secretgarden
26 października 2002, 00:14

wlasnie wrocilam do domu...jest tak pusto.jestem sama.a wlasnie teraz kogos potrzebuje...nie potrafie juz tak dluzej...sciany sie zamykaja...dusze sie...

moze...warto wierzyc...??a moze nie....nie...
Autor: secretgarden
25 października 2002, 16:24

Dobra,jestem.olac dragon balla.obejrze powtorke. po raz kolejny pomysl mi podsunela moja kochana zmieniona.chodzi o milosc.staralam sie unikac tego tematu.

Jestem rozbita co do swojego zdania na ten temat.z jednej strony ,nienawidze jej.za bardzo sie przejechalam aby robic sobie jakies nadzieje.ale…zawsze jest ale…

Coz…moja swiadomosc nie chce jej.nie akceptuje milosci. Ale podswiadomnie szukam jakiegos ciepla .Freud pewnie poparlby moja podswiadomosc I nakazal sie nia kierowac.ale ja nie chce .wmowilam sobie ze tylko proba kierowania sie w zyciu rozumem pozwoli mi uniknac kolejnych porazek.

Ze mna jest jak w slowach piosenki “somebody” Depeche Mode…przez prawie cala piosenke Martin spiewa jak bardzo pragnie milosci,jak za nia teskni I ze potrzebuje kogos.ale na samym koncu zaprzecza temu wszystkiemu.robi mu sie nie dobrze na mysl o uczuciu,o tym ze kolejny raz moglby sie zawiesc na kims…boi sie..pragnie ale sie boji…

Tak jest zazwyczaj z ludzmi ktorzy zostali skrzywdzeni.nie wierza ze moga dostac jeszcze jedna szanse,a jesli nawet to boja sie zaryzykowac…

Jechalam jakis czas temu nocnym autobusem.siedziala obok mnie kobieta.okolo piecdziesiatki.byla smutna.widac bylo jak unosi sie wokol niej przygnebienie.siedziala skulona na siedzeniu,miala spuszczona glowe… nagle(dziwne to o tej porze) do autobusu wszedl kanar.zaczal sprawdzac bilety.w koncu doszedl do niej.kobieta nie miala biletu I zostala poproszona o dane osobowe.nawet nie prosila aby jej facet darowal.poprostu wstala I podala swoje namiary.kiedy doszlo do podpisania dokumentu nagle jej oczy rozjasnily sie.pojawil sie w nich blask.dziwne mi sie to wydalo.

Gdy usiadla,zauwazyla ze sie jej przygladam I zaczela mowic.opowiadala mi o swoim mezu,ktory zmarl kilka miesiecy temu. O tym,jak ja zdradzal I pil.wykanczal ja psychicznie.jednak krotko przed smiercia,przyszedl do niej pewnej nocy,polozyl glowe na kolanach I zaczal plakac.przepraszal.za wszystko.

Kilka dni pozniej umarl…

Nie wiedzialam co powiedziec .spytalam sie tylko czemu usmiechala sie przy podpisywaniu mandatu.a ona ze…ma dwuczlonowe nazwisko-jej panienskie I po mezu..i za kazdym razem jak sie podpisuje to przypomina sobie jak bardzo kocha swojego meza.ile to dla niej znaczy I jak jest dumna z tego ze poslubila tego czlowieka…

Nie rozumialam tego…do dzis nie rozumiem…moze nie chce rozumiec…nie wiem.chyba nie jestem do niej podobna…

Patrze na swiat inaczej.ale zastanawiam sie czemu I za co kochala czlowieka ktory tak bardzo ja ranil.czy miala jakis kompleks nizszosci czy na prawde tyle dla niej znaczyl…??czy milosc jest tak potezna…??

Dzis widzialam piekna scene…alejka,pelna cudownych lisci szla para staruszkow.trzymali sie pod rece…rozmawiali o jesieni…zachwycali sie nia.i ciekawi mnie to ,ze po tylu wspolnie spedzonych jesieniach ,oni nadal widza ich piekno I potrafia tak poprostu o nich rozmawiac…zycze tego samego kazdemu…moze nawet I sobie…

Bez tytułu
Autor: secretgarden
24 października 2002, 20:11

troche czytania...ale to o mnie...tylko w troche innym wydaniu...

MLODA DZIEWCZYNA SZLA ULICA.ROZGLADALA SIE A TO CO SIE JEJ UKAZYWALO PRZYGNEBIALO JA JESZCZE BARDZIEJ.SZARE,BRUDNE DOMY,USWIADAMIALY JEJ,ZE LUDZIE W NICH MIESZKAJACY SA ZMECZENI ZYCIEM,KLOPOTAMI I WSZYSTKIM CO ICH OTACZA.WEGETUJA,CZEKAJAC NA KRES TEJ CIEZKIEJ WEDROWKI.

ZIMA ZAWSZE JEST SMUTNO.SNIEG NIE STWARZA JUZ ILUZJI,ZE TO,CO PRZYKRYL NIE JEST ZASMIECONA ULICA LUB TRAWNIKIEM,BO SAM JEST MIESZANINA KWASNYCH ODPADOW.SNIEG ZAWARL PAKT Z CZLOWIEKIEM.STAL SIE TAKI JAK ON,PRZYJAL JEGO

BRUD,JEGO ZANIECZYSZCZENIA.NIE JEST JUZ BIALY,JUZ NIE CIESZY…MOZE JEST MU WSTYD,ZE ZDRADZIL SIEBIEI DLATEGO TAK ZADKO PADA..??A MOZE NIE MIAL JUZ SILY BY WALCZYC PRZECIWKO CZLOWIEKOWI??MOZE…..

ALUCJA MIJALA KOLEJNE MATRWE DOMY,PUSTE PLACE ZABAW,MACILA SPOKOJ W KALUZACH I WSPOLCZULA ROZKLADAJACYM SIE ZWLOKOM ZESZLOROCZNYCH LISCI.ZALOWALA ICH.BYLY TAKIEN PIEKNE A TERAZ??TERAZ PRZYJELY BARWE OTOCZENIA…CZY ONE TEZ ZDRADZIELY…??

ALICJA MINELA PARE ZAKOCHANYCH.MLODZI STALI PRZYTULENI,SZEPTALI COS DO SIEBIE BY PO CHWILI WYBUCHNAC CICHYM SMIECHEM.CHLOPAK DELIKATNIE GLASKAL DZIEWCZYNE PO TWARZY,A W JEGO OCZACH MOZNA BYLO DOSTRZEC MILOSC.DZIEWCZYNA TRZYMALA RECE W JEGO KIESZENIACH I PRZYTULALA SWOJ POLICZEK DO POLICZKA UKOCHANEGO.

STALI TAK ZLACZENI,A OBLOCZKI PARY Z UST ZASLANIALY ICH NIESMIALE POCALUNKI.

ALICJA PATRZYLA NA ZAKOCHANYCH,ROWNOCZWESNIE POWSTRZYMUJAC SWOJA ZLOSC I GNIEW.CO TO ZA BZDURY??CO TO ZA PERFIDNE KLAMSTWO?!KTO Z NAS TAK SOBIE ZAZARTOWAL?!JESTESMY PIONKAMI W GRZE BOGOW,CZY ONI TEGO NIE WIDZA??PO CO SZYBOWAC W PRZESTWORZACH MILOSCI,WIEDZAC ,ZE ZA CHWILE KTOS UDERZY NAS RZECZYWISTOSCIA I SPADNIEMY PROSTO W…ZYCIE…SMUTNIE ZYCIE.PO CO MARZYC,KIEDY MARZENIA SA SNEM,A SNY SA KLAMSTWEM..PO CO ROBIC SOBIE NADZIEJE??ROZCZAROWANIE BOLI..TAK BARDZO BOLI…

CZY TA DZIEWCZYNA NIE DOMYSLA SIE,ZE ZA KILKANASCIE LAT,NIKT NIE BEDZIE JEJ TAK GLASKAL PO TWARZY??A GORACA PARA Z UST SKROPLI SIE W POSTACI LEZ PELNYCH GORYCZY??CZY ONA,GLUPIA WIERZY ,ZE MILOSC TRWA WIECZNIE??DLACZEGO UNICYSTWIA SAMA SIBIE….??

ZA PARE LAT BEDZIE MAZ,KTORY ZAPOMNI O ROCZNICY ICH PIERWSZEGO POCALUNKU,DZIECI,KTORE ZABIORA JEJ RESZTKI MLODSCI.CODZIENNE SNIADANIA,OBIADY,KOLACJE,TEN SAM NUMER AUTOBUSU Z PRACY,TO SAMO DZIENDOBRY…A KIEDY OBUDZIE SIE Z ILUZJI,STWIERDZI ZE MA CO?? KILKA ZMARSZCZEK WIECEJ WOKOL OCZU OD NIE PRZESPANYCH NOCY,GDY MAZ NIE WRACAL DO DOMU,KILKA ZMARSZCZEK WOKOL UST,GDY TLUMACZYLA DZIECIOM,ZE TRZEBA BYC DOBRYM I CHODZIC DO SZKOLY,A ONE I TAK ODESZLY Z DOMU I DZWONIA RAZ NA MIESIAC , TROCHE BARDZIEJ SZORSTKIE DLONIE,OD KIWANIA SWOIM MALENSTWOM NA POZEGNANIE ,GDY ODPROWADZALA JE DO PRZEDSZKOLA … BIEDNA KOBIETA…MATKA …ALE NIE ZDRADZILA SIEBIE.POSWIECILA ZYCIE DLA INNYCH.WIE,ZE JEST SILNA.TYLKO PO CO…??I TAK NIEDLUGO UMRZE…ZYCIE MINELO.BEZPOWROTNIE….A ONA NADAL CZYTA KSIACKI O MILOSCI..NADAL W NIA WIERZY… NADAL MARZY..CHOC WIE,ZE JEJ JUZ TO UCZUCIE NIE SPOTKA.ALE INNYCH…INNI MAJA JESZCZE SZANSE!! CHOCIAC NIECH TYLKO INNI BEDA SZCZESLIWI..CHOCIAZ NIECH TYLKO W KSIAZCE…

ALICJA DOCHODZAC DO WLASENGO DOMU ZERKNELA NA OGRODEK SASIADOW.PELNO W NIM BYLO NIEDOPALKOW PAPIEROSOW,PAPIEROW,ZALOSNEJ TRAWY.ALE…BYLY JESZCZE PRZEBISNIEGI…GARSTKA MALUTKICH PRZEBISNIEGOW…JAKIE ONE PIEKNE..TAKIE BEZBRONNE.TAKIE CZYSTE,PELNE NADZIEJI.MOWILY DO DZIEWCZYNY “SPOJRZ NA NAS!!MY JESTESMY!!UWIERZ W NAS!!” ALICJA USMIECHCELA SIE DO ROSLINEK.SZEPNELA NIESMIALE DZIEKUJE I RUSZYLA SCHODAMI DO DOMU.

DRZWI OTWORZYL JAJ STARSZY BRAT.JAK ZAWSZE NAJPIERW SPOJRZAL JEJ W OCZY,A POTEM CMOKNAL W POLICZEK NA POWITANIE.BRAT ZA KAZDYM RAZEM SZUKA W JEJ SPOJRZENIU NIERZECZYWISTOSCI-NARKOTYKOW.BOI SIE O SIOSTRE.ZNA JA NA TYLE DOBRZE,ZE POTRAFI SOBIE WYOBRAZIC JEJ DEPRESJE I NIECHEC DO ZYCIA.WIE,ZE ALICJA MOGLABY SPROBOWAC ODERWAC SIE OD SMUTKU BYCIA,SAMEGO ISTNIENIA.

-MAMA JEST W KUCHNI.I…NIE CZUJE SIE DZIS ZA DOBRZE..BADZ DLA NIEJ MILA..-SZEPNAL.

ALICJA SKINELA GLOWA I RUSZYLA NA SPOTKANIE Z MATKA.

ZOBACZYLA JEJ ROZTRZEPANE WLOSY,PEWNIE NIE DAWNO WSTALA.KOBIETA W DROBNYCH DLONIACH TRZYMALA OGROMNY KUBEK MOCNEJ CZARNEJ KAWY.OBOK STALA POPIELNICZKA ,A W NIEJ TLIL SIE PAPIEROS.KOLEJNY.DZIEWCZYNA POLICZYLA PIEC INNYCH NIEDOPALKOW.

-WIDZE ZE PO SNIADANIU-POWIEDZIALA GLOSEM PELNYM SARKAZMU ALE I SMUTKU DO MATKI.

-ACH TAM!!RAZ SIE ZYJE!!MIALAM CIEZKA NOC…DOPIERO CO WSTALAM..

-ZADZYLAM ZAUWAZYC…TATA SIE ODZYWAL??DZWONIL??

-NIE…ALE DZWONILA JEGO SEKRETARKA…KONFERENCJA SIE TROCHE PRZEDLUZY…

KONFERENCJA!!BZDURA!!OJCIEC MA KOCHANKE!!DRAN!!

-MAMO….CZY TY JESTES SZCZESLIWA??CZY WIERZYSZ W MILOSC..??

-CO??MILOSC??ACH TAK…NO TAK…NO OCZYWISCIE ZE WIERZE!!CZEMU PYTASZ??

-BO BIE WYGLADASZ NA SZCZESLIWA…MOZE CI JAKOS POMOC…??

-MI ??KOCHANIE….JA JESTEM PSYCHIATRA!!SAMA SOBIE POTRAFIE POMOC.A TAK NA MARGINESIE,TO MAM DLA CIEBIE KSIAZKI O KTORE PROSILAS.PRZYDASZA SIE NA PEWNO.SAMA PSYCHOLOGIA.

ALECJA USMIECHNELA SIE I POSZLA DO SWOJEGO POKOJU.NA BIURKU LEZALSTOSIK KSIAZEK NAUKOWYCH.PO MATCE.LDZIEWCZYNA CHCIALA ISC W JEJ SLADY.

WZIELA DO REKI PIERWSZA KSIAZKE”ZYCIE INTYMNIE CZLOWIEKA”.NAPISANA PRZEZ DR.MED.HAB.PEWNIE JAKIS MADRY CZLOWIEK,POMYSLALA…

DZIEWCZYNA OTWORZYLA DZIELO NA SPISIE TRESCI I ZACZELA CZYTAC.JEJ WZROK ZATRZYMAL SIE NA TYTULE ”UCZUCIE MILOSCI NIE JEST TRWALE”.

AUTOR PISAL ,ZE WSZYSTKO W PRZYRODZIE UMIERA.MILOSC TAKZE.MOWIL,ZE MILOSC NIE JEST WIECZNA,ZE PRZEMIJA A NAJLEPSZYM RAZIE SLABNIE LUB JEST PRZYZWYCZAJENIEM.

CZLOWIEK WIERZACY W TO UCZUCIE POWIEDZIAL BY:BZDURA!!JA W TO NIE WIERZE!! ,ALE NIE ALICJA…ONA WRESZCIE ZNALAZLA POTWIERDZENIE SWOICH MYSLI.JEDNAK SIE NIE MYLILA…

CZULA SIE MADRA.MIALA WRZAENHIE ,ZE JEST W LEPSZEJ SYTUACJI NIZ TYSIACE INNYCH OSOB.ONA NIE BEDZIE ZYLA W SWIECIE ILUZJI.ONA NIE DA SIE ZRANIC.ONA JEST WYGRANA!!ONA SIEBIE NIE ZDRADZI! PRZEBISNIEGI KLAMIA….KLAMIA…

A MOZE NIE…??MOZE TE MALENSTWA SA SZCZERE..??MOZE …

ALICJA ZAMKNELA OCZY,A W JEJ DUSZY NARODZILA SIE MALA ROSLINKA-NADZIEJA….

OBUDZILA SIE.SPOJRZALA NIE PRZYTOMNYM WZROKIEM PO POKOJU.DZIWNIE W NIM BYLO.

PODNIOSLA SIE Z POSLANIA I PODESZLA DO OKNA ZASLONKIETEGO ZALUZJAMI.POCIAGNELA ZA SZNURECZEK.JEJ OCZOM UKAZAL SIE WIDOK NA ZEWNATRZ.PATRZYLA CHWILE MARTWYM WZROKIEM NA OKOLICE PRZED DOMEM.CALA W SNIEGU…CALA W KLAMSTWIE…

A PRZEBISNIEGI??GDZIES UDUSILY SIE POD ZIMNYM CIALEM ZDRAJCY…..

 

 

 

przepraszam,tolerancja??a co to takiego??
Autor: secretgarden
23 października 2002, 17:24

jestem juz...siedze w swoim pokoju i probuje zebrac mysli...piekna pogoda.deszcz kapie o parapet...idealny przyjaciel melancholii..

zastanawialam sie na tolerancja.tolerancja w stosunkach miedzy ludzkich.

jakis czas temu,stojac w deszczu(...) i czakajac na spozniajacy sie tramwaj(musialam oczywiscie w biegu wsiasc do nie "tego",drac sie na pol gdanska 'run forest,run'...),poznalam faceta.mial okolo 40-stki i byl obcokrajowcem.zaczelismy gadac i wsiedlismy do tego samego tramwaju.mezczyzna nawet dobrze mowil po polsku.

facet zachwycal sie przez dobre 10 minut,jaka to polska jest mila,goscinna,tolerancyjna,a jacy ludzie usmiechnieci!!sluchalam tego w ciszy,nie komentujac,bo nie chcialam mu psuc wizji sielankowej ojczyzny i ziemi obiecanej.

tramwaj zatrzymal sie na przystanku,a ze siedzielismy naprzeciw drzwi,to naszym oczom ukazala sie "tolerancyjna" scenka:3 skinow kopalo murzyna.na srodku przystanku,w centrum trojmiasta biedny murzyn dostal w pierdol od goscinnych polakow!!(przepraszam za przeklenstwa...).a co inni przystankowicze??nic.cholerne NIC.

drzwi sie zamknely,tramwaj ruszyl a ja czekalam na komentarz faceta,ktory siedzial z napisem nad glowa:"ale o co chodzi...??"

powiedzialam tylko :rzeczywiscie tolerancyja ta polska, a facet zaczal nerwowo nawijac o nowym slowie ktore poznal wczoraj a chodzilo o HELM i zaczela sie prezentacja jak sie go wklada...

koniec o facecie.teraz o nas.

jestesmy na blogach wredni dla siebie.cholernie wredni.zero tolernacji dla innych,ktorzy nam nie pasuja,pisza o pierdolach,nawijaja o kolejnym nudnym zakochaniu,randce itp.itd.

a my,z przyjemnoscia "rzucamy w nich miesem..."  .i wstyd sie przyznac,ze cieplej mi sie zrobilo na sercu jak skomentowalam chłopaka i jego opisy jaki to on madry i piekny!!ulzylo mi,a swoje co sie wyrzylam to sie wyrzylam.i mi lepiej bylo.

tylko...czy jestem lepsza od chłopaczka...??pisze o innych rzeczach...jestem inna...przykro by bylo jak by ktos mi tak nawrzucal...

ale to mnie nie powstrzymuje.nikogo nie powstrzymuje.rodzice nas uczyli,aby byc dobrym i nie dokuczac innym dzieciom,grzecznie mowic dzien dobry sasiadom i nie pokazywac publicznie srodkowego palca.i co??nasza wredna natura robi co chce.to,czy jakiemus narcyzowi zrobi sie przykro obchodzi mnie tyle co zeszloroczny snieg.ani ziebi ani chlodzi mnie to.

czyli uwazam sie za lepsza.jak wielu z nas tu zebranych.